Nadbałtycki Armageddon

      Wiosną wszystko dzieje się szybko. Nie opadły jeszcze emocje po Kapsztadzie, a już wsiadałem do pociągu do Poznania, ledwo wróciłem, a znów trzeba było szykować się do kolejnego wyjazdu. Tym razem Gdynia. To mój drugi bieg w tym mieście. W zeszłym na nic szczególnego nie liczyłem. Poszło mi nadspodziewanie dobrze i do domu, choć się tego kompletnie nie spodziewałem przywiozłem czwarty wynik w życiu. Tym razem oczekiwania były bardzo duże od samego początku. Pierwsze półmaratony tego roku pokazały, że jest potencjał i ciężko przetrenowana zima przyniosła efekty. Chciałem to wykorzystać, zwłaszcza, że to prawdopdobnie ostatni bieg tej wiosny, w którym szczególnie zależało mi na wyniku. Kolejny za kilka tygodni w Białymstoku planuję pobiec już wolniej i bez presji na wynik. Wizyta w Gdyni była także okazją by spotkać się z Karoliną. Wiele lat temu pracowaliśmy razem w Warszawie w jednej firmie. Potem los rzucił Ją do Gdyni, ja wróciłem do Siedlec. Mieliśmy się spotkać w 2020 roku, ale wówczas ze względu na pandemię bieg w Gdyni odwołano. Tym razem po siedmiu latach można było to nadrobić i powspominać dawne dobre czasy.

      Wyjeżdżając w południe z ciepłych i słonecznych Siedlec trudno było uwierzyć w prognozy, że wieczorem poza dystansem biegaczom przyjdzie zmierzyć się także ze sztormowym wiatrem, przenikliwym zimnem i deszczem. Gdy jednak dotarłem na miejsce zaczynałem rozumieć, że ten scenariusz faktycznie może się ziścić. Wiało i było zdecydowanie chłodniej, choć wszystko co najgorsze miało się wydarzyć i tak dopiero późnym wieczorem. Z dworca dość szybko dotarłem do znanego mi już Skweru Kościuszki. Podobnie jak rok temu to tu zorganizowano miasteczko biegowe, start i metę. Pamiętałem drogę doskonale, zwłaszcza, że nie była dość skomplikowana. Po odberaniu pakietu mogłem już powoli oczekiwać startu, co chwilę nadziewając się na znajome twarze poznawane na różnych etapach mojej biegowej przygody. Tak, jak zaplanowałem udało się spotkać także z Karoliną. Ponad godzinka wspólnego spaceru i miłej rozmowy szybko minęły i trzeba było w końcu zacząć szykować się do startu.

      Początek biegu o 20:30. Zaczynam dość mocno, choć troszkę wolniej, niż w Poznaniu. Pierwsze kilometry to niestety wiatr wiejący prosto w twarz. Mam jeszcze jednak siły, aby z nim z powodzeniem walczyć. Od dziewiątego kilometra zaczyna się podbieg. Studiowałem trasę przed wyjazdem więc byłem jego świadomy. Nie jest być może jakoś strasznie stromy, za to mocno rozciągnięty. Skończy się dopiero koło piętnastego kilometra. Tu na szczeście mniej wieje. Do półmetka dobiegam kilkanaście sekund szybciej, niż w Poznaniu. Wiary w 1:40 chyba już jednak we mnie nie ma. Pacemaker przed którym biegłem przez pierwszą część dystansu zaczął się ode mnie oddalać i oddalać, a ja nie czuję się wystarczająco silny i zdeterminowany, aby go gonić. Nie zmienili mojego nastawienia nawet żywiołowo dopingujący kibice. Atmosfera jest naprawdę fajna. Koło piętnastego kilometra zaczyna się prawdziwy pogodowy armageddon. Zimny wiatr wiejący od strony morza zmaga się coraz bardziej, a do tego zaczyna padać przenikliwy deszcz. Temperatura też spadła do zaledwie kilku stopni. Do mety na szczeście coraz bliżej. Trasa też już wiedzie raczej z górki, więc jakoś to wytrzymam. Gdy do mety zostaje jakieś sześcset metrów rozwiązało mi się sznurowadło. Stwierdziłem, że już nie ma sensu się zatrzymywać i tracić cennego czasu, choć być może trzeba było. Mam wrażenie, że nie zawiązujac go straciłem jeszcze więcej, gdyż komfort biegu znacznie się pogorszył. Trudno. Ostatnie dwieście metrów to zbieg na plażę i w końcu meta. Czas 1:41:48. To dziesiąty wynik w moim życiu i dwadzieścia sekund wolniej, niż w Poznaniu. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony przed wyjazdem liczyłem na więcej, z drugiej rywalizacja w takich warunkach była naprawdę trudna. Ostatecznie przyjmuję wynik z pokorą i satysfakcją. Jeszcze tylko droga w deszczu na dworzec, opoźniony półtorej godziny pociąg i noc spędzona w drodze do domu. Kolejny półmaraton zaliczony. To na pewno jeden z tych bardziej pamiętnych.

2026.04.25 Gdynia Półmaraton: PKO GDYNIA PÓŁMARATON – 1:41:48