Bursztynowa Hellena

      Kolejnym punktem na mojej półmaratońskiej mapie stał się Kalisz. Planując swoje starty w tym roku nie brałem pod uwagę tych zawodów. Decyzja zapadła dość spontanicznie mniej wiecej półtora miesiąca temu. Szukałem jakiegoś dodatkowego biegu, aby zamknąć pierwsze półrocze dziesięcioma półmaratonami i Kalisz wydawał się pod tym względem idealny. Zadecydował niekolidujący z niczym termin oraz nocna formuła. Uznałem, że skoro bieg jest w nocy to mimo lipca upał nie powinien się jakoś strasznie dawać we znaki i będzie to dobra okazja zaliczyć kolejny bieg, którego do tej pory nigdy nie miałem okazji pobiec.

      Do Kalisza wybrałem się w sobotnie południe. Pierwszy pociąg z Siedlec do Warszawy, drugi już bezpośrednio na miejsce. Jadąc tak nie czułem się najlepiej. Zmęczyły mnie trochę te upały ostatnich dni. Od czasu do czasu zerkałem na znajdujący się w pociągu wyświetlacz, na którym mimo późnego już popołudnia termometr nadal wskazywał 33 stopnie. Podróż w taką pogodę trwała na tyle długo, że mimo klimatyzacji i tak dało się odczuwać skutki. Specjalnych planów jeśli chodzi o wynik więc nie miałem i choć chciałem złamać 1:50 to jednak brałem pod uwagę, że być może skończy się czasem pięć, a może nawet dziesięć minut gorszym. Byłem na to mentalnie przygotowany. Na start zlokalizowany w okolicach hali sportowej Kalisz Arena dotarłem przed dwudziestą. Na szczęście o tej porze zrobiło się już trochę chłodniej. Niebawem spotkałem kolegów Andrzeja i Konrada. Wiedziałem, że tutaj będą. Chłopaki mieli już tego dnia za sobą jeden półmaraton w Katowicach. Potem przyjechali do Kalisza zaliczyć drugi. Szacun. Od tej pory czas wyczekiwania na start i cały powrót spędzimy już razem.

      Punktualnie o 22 rozległ się sygnał do startu. Ustawiłem się za pacemakerem na 1:50 i zacząłem dość spokojnie. Zresztą nawet jakbym chciał szybciej  to ze względu na tłok byłby problem. Biegło się dość ciężko od początku, ale lepiej niż się spodziewałem. Postanowiłem więc przyspieszyć czując duży dyskomfort  w dużej grupie za pacemakerem.  Od tego momentu wyrobiona przewaga nad wynikiem 1:50 rosła z każdym kilometrem. Dziesieć pierwszych pokonałem w czasie niemalże równo 50 minut. Dość szybko jak na swoje ostatnie starty. Na trasie biorąc pod uwagę późną porę było sporo kibiców. Zwłaszcza punkt kibicowania na osiedlu Kaliniec robił wrażenie i było tam bardzo sympatycznie. Mniej więcej od połowy dystansu zaczął się trudniejszy odcinek. Organizatorzy przed biegiem wspominali, że trasa jest dość wymagająca i rzeczywiście. Ta część trasy dawała się mocno we znaki. Miałem wrażenie, że od tego momentu, aż do 15 kilometra czasami więcej czasami mniej, ale cały czas było pod górkę. Na tym odcinku mój zapas nad wynikiem 1:50 w zasadzie przestał rosnąć, ale na szczęście nie malał i cały czas ciągle było to ponad 2 minuty. Od 16 kilometra zrobiło się w końcu trochę łatwiej. Profil trasy jakby trochę się wyrównał, czasami zaczynało być nawet z górki. O tej porze zrobiło się też już troszkę chłodniej. Ostatnie kilometry  trochę przyspieszyłem i ostatecznie do mety dotarłem z czasem 1:47:00. Jeszcze tylko posiłek regeneracyjny, noc spędzona w pociągach i rano będę w domu. Teraz parę tygodni przerwy. Na półmaratońskie szlaki wracam pod koniec sierpnia. Myślę, że będzie ciekawie. Już się trochę nie mogę doczekać.

2025.07.05 Kalisz Półmaraton: 7 KALISKI NOCNY PÓŁMARATON BURSZTYNOWA HELLENA – 1:47:00


Oceń ten wpis

Ile gwiazdek przyznajesz?

Średnia ocena 5 / 5. Ilość głosów: 1

Brak głosów! Bądź pierwszym oceniającym.