Powrót do korzeni

      Tak się złożyło, że swój 90 półmaraton pobiegłem w rodzinnych Siedlcach podczas Biegu Jacka i śmiało można powiedzieć, że to taki trochę powrót do korzeni, bo przecież to te zawody w 2010 roku były mój pierwszym oficjalnym biegiem w życiu, dwa lata później drugim. Tu też w 2013 przebiegłem swój pierwszy w życiu oficjalny półmaraton. W sumie zaliczonych mam trzynaście z siedemnastu dotychczasowych edycji. Lata mijają i tylko jedno pozostaje tutaj  bez zmian… to, że udział traktuje najbardziej jako okazję do miłego spędzenia czasu i spotkania z biegowymi przyjaciółmi, niż zmaganie się z czasem i pogoń za wynikami. Nie inaczej było i w tym roku, a dodatkowy fakt, że latem jakoś szczególnie nie trenowałem i poza bieganiem więcej jeździłem rowerem jedynie utwierdzał mnie w przekonaniu, że każdy wynik poniżej godziny i pięćdziesięciu minut trzeba będzie szanować i traktować jako mały to mały…, ale sukces.

      Wiele mogło zależeć od pogody. Na przestrzeni lat zdarzały się różne warunki atmosferyczne. O ile mój debiut z 2013 roku na zawsze pozostał w pamięci jako ten, w którym lał deszcz i zwłaszcza na początku zmagań było przenikliwie zimno, o tyle w ostatnich latach zawody te kojarzyły mi się już raczej z upałem. W tym roku wydawało się, że pogoda może być dużym sprzymierzeńcem. Ostatecznie jednak, choć daleko było od upałów, to jednak trzeba było zmierzyć się ze słońcem i dość wysoką temperaturą.

      Start i metę już tradycyjnie zaplanowano na siedleckim stadionie lekkoatletycznym. Czas przed startem mijał bardzo miło na spotkaniach i rozmowach z licznie zgromadzonymi biegowymi kolegami poznanymi na różnych etapach mojej biegowej przygody, a którzy tego dnia postanowili pojawić się w moim rodzinnym mieście. W końcu jednak trzeba było zająć miejsce na starcie. Wystartowałem dość szybko. Pierwszy kilometr pokonałem w czasie 4:40. Tak szybko ostatnio biegałem jedynie na skórzeckich parkrunach, ale tam dystans jest pięcokilometrowy. Czułem się dość dobrze, może więc dlatego tak mocne otwracie. Wkrótce jednak dotarło do mnie, że w tym tempie będzie za szybko i zwolniłem do około pięciu minut na kilometr. Tak pokonałem pierwszą siedmiokilometrową pętlę. Na tym etapie miałem zapasu minutę i czterdziestu pięciu sekund by na mecie złamać godzinę i pięćdziesiąt minut, czyli do wyniku, który generalnie by mnie satysfakcjonował.

      Potem zwolniłem o kolejnych kilka sekund, ale miałem pełną kontrolę i kontynując bieg tym tempem cały czas utrzymywałem wypracowany na dotychczasowym dystansie zapas na poziomie prawie dwóch minut. Powoli traciłem jednak motywację i determinację. Na trasie było około dwustu półmaratończyków. Stawka jednak dość szybko się rozciągnęła. Grupa za pacemakerem na 1:45 była tego dnia dla mnie za szybka, za to 1:50 było dla mnie zbyt wolno. Większość dystansu musiałem więc pokonywać samotnie. Dało się to we znaki zwłaszcza na ostatniej pętli, gdy zmęczenie narastało. Mimo, że trudy biegu z każdym kolejnym kilometrem stawały się coraz wieksze to jednak udawało mi się trzymać swoje tempo. Jedynie piętnasty kilometr był trochę wolniejszy. Ostatecznie do mety docieram z wynikiem 1:48:18. To około dwudziestu sekund szybciej, niż dwa lata temu (w zeszłym roku w Biegu Jacka nie startowałem, bo biegałem półmaraton w Sztokholmie)  i ciągle ponad pięć minut szybciej, niż podczas debiutu w 2013.

 

      No cóż… Mimo, że plan i cel udało się w pełni zrealizować, to jednak uczciwie muszę przyznać, że kosztowało mnie to więcej energii, niż się spodziewałem. Na tym dystansie i w moim wieku żadnego wyniku nie dostaje się już „za darmo” i na treningach trzeba się jednak pomęczyć i swoje przepracować. Czasem o tym zapominam, ale potem na zawodach szybko sobie przypominam. Na szczęście nie była to, aż tak bolesna lekcja i choć po drodze komfortu nie było to wychodzę z niej i tak z pełną satysfakcją.

 

2026.08.30 Siedlce 17 BIEG SIEDLECKIEGO JACKA – 1:48:18


Oceń ten wpis

Ile gwiazdek przyznajesz?

Średnia ocena 5 / 5. Ilość głosów: 1

Brak głosów! Bądź pierwszym oceniającym.