Jeśli są jakieś zawody, o których mogę powiedzieć, że wywołują we mnie skrajne wspomnienia to niewątpliwie należy do nich Poznań Półmaraton. Z jednej strony to przecież w Poznaniu pobiegłem swój najszybszy i jedyny do tej pory półmaraton poniżej 1:40, a z drugiej wśród kilku najwolniejszych moich biegów na tym dystansie, aż dwa miały miejsce właśnie w tym mieście. Można więc powiedzieć, że odbijałem się tam od sćiany do ściany. W tym roku do Poznania wybrałem się na półmaraton po raz czwarty. Naładowany pozytywnie swoimi dotychczasowymi tegorocznymi startami i aktualną formą miałem tym razem nadzieję bardziej na ten pozytywny scenariusz. Towarzyszyli mi koledzy z klubu Wiśniew Biega i Maszeruje – Robert i Tomek

Po kilku godzinach w pociągu byliśmy na miejscu i swoje pierwsze kroki skierowaliśmy sdo Expo tradycyjnie już znajdujacego się w Hali Międzynzarodowych Targów Poznańskich. Odebraliśmy pakiety i niebawem dotarliśmy już do hostelu. Mieliśmy sporo szczęścia, bo jeden z zakwaterownaych w naszym pokoju gości nie dojechał i cały czterososobowy pokój był jedynie do naszej dyspozycji.

Start biegu o 9:00 pogoda do biegania może nie idealna, ale raczej sprzyja. Oczekiwania co do wyniku są spore. W pierwszych półmaratonach tego roku osiagnąłem czwarty i szósty wynik w życiu na tym dystansie co tknęło we mnie sporo wiary, że zimowe treningi wiele mi dały. Gdy do tego wszystkiego tydzień przed Poznaniem na drugim końcu świata na wyjątkowo trudnej trasie w Cape Town w RPA pobiegłem tylko kilka minut wolniej to poczułem, że jestem w stanie w Poznaniu naprawdę powalczyć. Nie ukrywam, że liczyłem na bieg w okolicach 1:40, a może nawet na życiówkę. Postanowiłem więc zaryzykować i zobaczyć co z tego wyjdzie.

Szczęście nie sprzyjało już jednak od samego początku. Spory tłok na pierwszym kilometrze, chwilę potem rozwiązane sznurowadło sprawiły, że optymizm dość szybko osłabł, ale ciągle walczyłem, choć przy tym tempie biegło się dość ciężko. Udało mi się je utrzymać do 10 km. Ostatecznie w połowie dystansu trzeba się było pogodzić z faktem, że tego ambitnego celu zrealizować się dziś nie uda. Nie odpuściłem jednak całkowicie i nadal starałem się dawać z siebie ile mogłem, choć mocny początek mocno nadszarpnął siłami, których momentami zaczynało brakować. Nadszarpnięta była też już niestety także trochę determinacja. Na trasie, jak to zwykle w Poznaniu bardzo duża grupa zywiołowych kibiców. Doping towarzyszył nam niemalże przez cały dystans. Na dwunastym kilometrze przebiegliśmy przez murawę stadionu Lecha. To pierszy raz, gdy miałem taką możliwość. W poprzednich latach trasa była trochę inna. Było to niewatpliwie ciekawe doświadczenie choć ten krótki odcinek biegło się dość ciężko ze względu na miekkie podłoże. Biegło się coraz trudniej, w nogach chyba czuć było ciągle jeszcze półudniowoafrykańskie górki. Na ostatnich kilometrach dodatkowo pojawiła się kolka, która mocno ograniczyła moje tempo. Czekałem na końcówkę. Pamietałem z poprzednich edycji dość długi podbieg tuż przed samą metą, który mocno dawał się we znaki. W tym roku na szczęście go nie było. Ostatecznie do mety tradycyjnie po niebieskim dywanie dobiegłem w czasie 1:41:28. To mój ósmy wynik w życiu. Mimo więc, że oczekiwania były troszkę wyższe nie narzekam. Cieszę się i życzyłbym sobie takiej formy jak najdłużej. To bowiem już bezapelacyjnie mój drugi najlepszy sezon w życiu po 2022. Za tydzień Gdynia, gdzie pobiegnę ambitnie, a potem już w kolejnych startach więcej luzu i zabawy.

2026.04.19 Poznań Półmaraton: 18 POZNAŃ PÓŁMARATON – 1:41:28