Rekordowo

      Kolejny swój półmaraton pobiegłem w Warszawie. To już szósty raz, gdy stanąłem na starcie Półmaratonu Warszawskiego. Była to szczególna edycja o tyle, że po pierwsze dwudziesta jubileuszowa, a po drugie był to w naszym kraju do tej pory największy bieg w historii. Na obu dystansach, czyli w biegu głównym oraz towarzyszącej piątce pobiegło w sumie ponad 30 000 ludzi.

      Do Warszawy tradycyjnie wybrałem się pociągiem i trzeba przyznać, że od pierwszej chwili na brak towarzystwa narzekać nie mogłem. Towarzyszyły mi bowiem koleżanki z zaprzyjaźnionego klubu Wiśniew biega i maszeruje. Gdy już dojechaliśmy na miejsce mimo ogromnego tłumu też co chwilę napotykałem znajome twarze. Była to wspaniała okazja by tego dnia w jednym miejscu spotkać wielu biegowych (i nie tylko) przyjaciół poznawanych na różnym etapie swojego biegowego życia.

      Co do wyniku specjalnych oczekiwań nie miałem. Pierwszy półmaraton tego sezonu w Delhi miesiąc temu był dla mnie ogromną niespodzianką i tknął we mnie wiele wiary w kolejne starty. Po powrocie do Polski złapałem jednak zapalenie zatok i musiałem zrobić ponad tygodniową przerwę od treningów. Trudno więc było tak naprawdę przewidzieć jaki będzie to miało wpływ na moją dyspozycję. W pamięci miałem też zeszły sezon, gdy po dwóch świetnych jak na moje skromne możliwości wynikach w Wiązownie i Bolonii w Warszawie poszło mi już tak raczej średnio. Do biegu podchodziłem więc z dużą dozą ostrożności, ale i z nadzieją.

 

      Wystartowałem w strefie na 1:45 wraz z kolegą Hubertem. Poznaliśmy się na wyjeżdzie na Monte Cassino. Potem jeszcze pare razy mieliśmy miłą okazję się spotkać, ale ostatnio nie widzieliśmy się już ładnych parę lat. Było o czym rozmawiać. Mimo tłoku i faktu, że od razu na początku czekał na nas jeden z dwóch największych tego dnia podbiegów to zacząłem dość szybko. Biegło mi się jednak ciężko. Zdecydowanie ciężej, niż w Delhi. Było na pewno cieplej. W momencie, gdy zaczynaliśmy rywalizację czyli po godzinie jedenastej momentami dawało już o sobie znać słońce. Mimo nienajlepszego samopooczucia udawało mi się jednak utrzymywać cały czas dobre wysokie tempo. Niewątpliwie animuszu dodawali kibicie. Kilkadziesiąt punktów wsparcia i jak chwalą się organizatorzy sto tysięcy kibiców na trasie pozwalało wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady energii.  

 

      Gdzieś w połowie stawki wsród kibiców wypatrzyłem Michała Żewłakowa. To nie jedyny reprezentant Polski w piłce nożnej, którego spotkałem tego dnia. Jeszcze przed startem wsród uczestników natnąłem się na Jakuba Wawrzyniaka. Z relacji internetowych wiem, że w stawce tego dnia było także wiele innych znanych osobowości.

 

      Dziesięć kilometrów przebiegłem w czasie 47:45. Ponad pół minuty szybciej, niż w Delhi.  Pokonanie każdego kilometra zajmowało mi sporo poniżej pięciu minut. Dopiero na piętnastym, gdzie był stromy podbieg połączony z bufetem był trochę wolniejszy. Szybko jednak wrociłem na właściwe tory i zostało nawet trochę sił na mocnniejszy finisz. Ostatni kilometr był najszybszy ze wszystkich. Na metę wpadłem z czasem 1:40:44. To siedem sekund szybciej, niż w Delhi.  Byłem naprawdę zadowolony.

      To był mój 79 półmaraton  i czwarty wynik w życiu. Trudno więc się nie cieszyć i z optymizmem nie patrzeć na kolejne zbliżajace się starty. To była naprawdę miła i udana niedziela.

  2026.03.22 Warszawa Półmaraton: 20 PÓŁMARATON WARSZAWSKI – 1:40:44


Oceń ten wpis

Ile gwiazdek przyznajesz?

Średnia ocena 0 / 5. Ilość głosów: 0

Brak głosów! Bądź pierwszym oceniającym.