Na tarczy

      Jednymi z tych zawodów, które wywołują we mnie skrajne emocje są na pewno te w Platerowie. Od wielu lat startuję w tej podlaskiej miejscowości, która jest tutejszą stolica jabłka i zawsze z chęcią tu wracam, choćby dlatego, że atmosfera jest zawsze wspaniała i za każdym razem jest to okazja by spotkać w jednym miejscu wielu biegowych znajomych. W Platerowie pobiegłem także swoje najszybsze 5km w życiu. Było to w 2022 roku i stało się mimo, że po zaraz po starcie musiałem się zatrzymać, by zawiązać rozwiązujące się sznurowadło. Niestety było to także miejsce jednej z moich największych biegowych porażek. W 2021 roku, gdy po raz pierwszy pojawił się dystans półmaratonu postanowiłem się zapisać. Był to mój pierwszy półmaraton po pandemii i wystartowałem dość spontanicznie nie do końca wiedząc na co się wówczas porywam. Ciężka trasa, niesprzyjająca słoneczna pogoda i braki treningowe sprawiły, że ostatnie pięć kilometrów były dla mnie koszmarem. Ukończyłem, ale końcówka to było raczej człapanie, niż bieg. Do dziś jest to mój najwolniejszy oficjalny półmaraton w życiu, jedyny powyżej dwóch godzin, a przecież już ich trochę przebiegłem. Rachunki z tą trasa udało mi się już wyrównać, gdy wróciłem do Platerowa w 2023 roku i wówczas już wszystko poszło zgodnie z planem. Poprawiony o prawie kwadrans wynik na poziomie 1:49:13 w pełni mnie usatysfakcjonował i poczułem, że „jesteśmy kwita”. W tym roku wybrałem się na Podlasie po raz kolejny, by po prostu pobiec swój 72 bieg na tym dystansie.

      Szczególnych planów jeśli chodzi o wynik nie miałem. Wiedziałem, że ze względu na wyjątkowo trudną pagórkowatą trasę wyniki, które uzyskałem ostatnio w Sztokholmie, czy w Warszawie będą tu nie do powtórzenia. Mimo to liczyłem, że 1:50 uda się złamać. Trudno było jednak ocenić jaki wpływ może mieć pogoda. Po dwóch tygodniach względnego ochłodzenia w dniu biegu prognozowano 28 stopni, co biorąc pod uwagę start w samo południe mogło znacznie pokrzyżować plany. Mimo to wystartowałem, tak jak robiłem to ostatnio – w tempie poniżej 5 minut na każde tysiąc metrów. Jednak już po trzech kilometrach musiałem to zweryfikować, podobnie jak oczekiwania co do wyniku na mecie. Generalnie do 10 kilometra wyglądało to jeszcze nienajgorzej i dałoby rezultat tak, jak bym sobie tego życzył poniżej 1:50. Coraz częściej mijałem już jednak idących poboczem tych, dla których dotychczasowe tempo okazywało się być za szybkie. Czułem, że prędzej czy później kłopoty pojawią się i u mnie.  Mimo, że mi udawało się jeszcze utrzymywać swój rytm biegło mi się w zasadzie od początku bardzo ciężko i w połowie dystansu musiałem się niestety poddać i ja. W coraz mocniej w palącym słońcu nie byłem w stanie zrobić nic więcej, niż biec po 5:30, a wkrótce i to okazało się być za szybko. Czułem, że sie powoli odwadniam. Gdy dobiegłem do znanego mi już doskonale podbiegu na 13km, który w poprzednich startach w Platerowie dał mi się tak mocno we znaki, że go zapamiętałem mimo upływu lat moje tempo jeszcze spadło.

      Od tej pory celem było już jedynie złamać dwie godziny, choć momentami to czy się uda, nie było dla mnie też wcale takie oczywiste. Każdy kilometr był coraz trudniejszy, starałem się kontrolować, aby każdy z nich był poniżej 6 minut, ale nawet to sprawiało mi sporo trudności. Było naprawdę gorąco, a moje tętno, gdy tylko przyspieszałem choć odrobinę, co chwilę skakało w okolice 175. W Warszawie dwa tygodnie temu przebiegłem ten dystans ze średnim tętnem 155. Od czasu do czasu chciało mi się wymiotować, co na półmaratonie mi się w ogóle nie zdarza. To, co mnie dziwiło to to, że w zasadzie prawie nikt mnie nie wyprzedzał mimo, że moje tempo od startu przecież drastycznie spadło. Minęło mnie może w sumie z pięć, albo sześć osób. W końcu po prawie dwóch godzinach zmagań udało się dotrzeć do mety z półtoraminutowym zapasem i wynikiem 1:58:31. To trzeci najwolniejszy mój półmaraton w życiu. Co by nie powiedzieć… totalna porażka. Nie zdążyłem się nawet bardzo rozczarować tym wynikiem, gdy okazało się, że dał mi ostatecznie w gronie 84 zawodników 30 miejsce open i 9 w kategorii wiekowej. Tylko 31 osobom to jest 37% udało się złamać dwie godziny. Choć tych półmaratonów już przecież trochę przebiegłem to chyba pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. To pokazuje jak ciężkie to były warunki, w których przyszło nam rywalizować i jak wysoko postawiona to była poprzeczka. Marne to pocieszenie, ale zawsze coś. Kolejny 73 półmaraton już za tydzień.. mam nadzieję, że będzie już trochę łatwiej i pójdzie znacznie lepiej. Dwa tygodnie temu w Warszawie przekonałem się przecież, że jakaś tam forma jest (1:41:56). 

2025.09.21 Platerów Półmaraton: 14 BIEGIEM PRZEZ PLATERÓW – 1:58:28


Oceń ten wpis

Ile gwiazdek przyznajesz?

Średnia ocena 5 / 5. Ilość głosów: 1

Brak głosów! Bądź pierwszym oceniającym.